Zapomniałam napisać w pierwszej notce, tak dla wyjaśnienia przyszłych notek, że autorka tego bloga, pochodząca z małej, ślicznej na swój sposób miejscowości, studiuje sobie w naszej stolicy Warszawce na jednej z lepszych publicznych uczelni i to na dodatek jeden z mało opłacalnych kierunków patrząc pod kątem aktualnego rynku pracy czyli pedagogikę;P i na dodatek ma tą przyjemność lub też nie, jak kto woli... mieszkać w akademiku, które polem do obserwacji jest nieziemskim. Z początku pedagogika nie była kierunkiem z wyboru. Miała być psychologia, ale autorka nie dostała się. Potem socjologia, gdzie też się nie dostała... i została pedagogika, na którą nie chciała iść, ale teraz nie żałuje;) Autorka lubi dzieci, lubi z nimi pracować i naprawdę widzi siebie w zawodzie, który sobie wybrała (a nie polega on na byciu nauczycielką), co się rzadko zdarza, bo aktualnie ludzie idą po to, żeby cokolwiek studiować. Ale wracając, żeby nie zanudzać przejdźmy do tego, żeby coś ciekawego napisać:)
Dzisiaj po kolejnym wziętym prysznicu w ohydnym, brudnym i owłosionym brodziku, postanowiłam sobie o tym po marudzić. Mamy to "szczęście", że mieszkamy w segmencie z Erasmusami: Hiszpanami oraz Turkiem. I tak sobie patrząc na nich, na Erasmusów z poprzedniego roku i dwa lata temu, dochodzę do wniosku ze współlokatorami, że oni przyjeżdżają chyba wypuszczeni z dziczy. Czy Francuzi, Hiszpanie, Grecy czy Turcy... zawsze... ale to zawsze bałaganią, imprezują ile wlezie i opijają się naszą wódką. Nasz sąsiad Turek, każdego dnia śmierdzi wódeczką i papierosami. Jak chce się przejść z pokoju do łazienki, a akurat on przechodził, to zatka was z braku powietrza. Zachowują się tak, jakby tu mogli tylko imprezować, pić itd. Gdyby to robili jeszcze kulturalnie, ale czasami przebijają w zachowaniu naszych rodaków. Ale my tu nie o tym;) Nasi sąsiedzi nie dbają o porządek w łazience. Łazienka, dobro wspólne, więc obowiązkiem każdego pokoju w określonym tygodniu jest dbanie o nią. Oczywiście teoria z praktyką mija się. Łazienka po jednym dniu wygląda tak, jakby nie była myta (gdzie wina leży też wśród polskich użytkowniczek, bo też nie dbają:/). Najgorzej wygląda jednak sytuacja z prysznicem, gdzie walają się włosy użytkowników. Ludzie albo nie zbierają ich z brodzika, albo z kafelek przed brodzikiem.. a jak już wyjmują z krateczki spływu, to zamiast je wyrzucić, rzucają obok spływu... przychodzi człowiek się myć, a tam włosów czarnych kupa... czekać tylko jak się okaże, że to jakaś kobitka z horroru japońskiego wyłoni się z nich :D Nic nie dają kartki napisane po polsku i po angielsku z pięknymi, czerwonymi podkreśleniami. Z Polkami jakoś sobie poradziłyśmy, ale do jednego Erasmusa nie dociera kartka. Nie wiem.. może nie umie czytać i stąd problem. Któregoś pięknego dnia chyba, wezmę, zbiorę te włosy, zapukam do pokoju tego Hiszpana i włożę mu do ręki jego wspaniałe kudły z informacją, że coś zgubił. Żeby jeszcze te włosy, które zostawia to były zwykłe z głowy... ale nieeee! To są łoniaki:/ Szlachetne łoniaczki są wszędzie!! W brodziku, na kafelkach (nawet na wysokości twarzy!!). Po prostu obłęd! I nic sobie z tego nie robi. Weźmie prysznic, wytrze się i wyjdzie spod niego. Kartka wisi jak wół tak, że wchodząc od razu rzuca się w oczy. Ale chyba jednak teoria braku umiejętności czytania potwierdzi się co do niego. Właściwie człowiek już nie wie, jak ma do nich dotrzeć. Zostaje chyba osobiste zwrócenie uwagi, ale zanim z moim językiem angielskim coś miałabym powiedzieć, to minie z 5 minut:/ A z drugiej strony w segmencie jest aktualnie osób 8, z tego 5 Polaków, to czemu ja mam akurat zwracać uwagę? Nie rozumiem przede wszystkim jak można wziąć w łapę włosy, wyjąć je i zostawić obok spływu. Jeśli nie brzydziła się ta osoba wyjąć te włosy, to tak samo mogła już je dłużej potrzymać i wywalić do kosza na śmieci. Bo to wyjęcie i tak nic nie da i tak. Jest tylko obrzydliwy efekt. Już mniej rażą te włosy w spływie. Jeszcze dzięki włosom prysznic kolejny raz już nam się zatyka i jutro lub pojutrze będzie groziło nam podtopienie w brodziku, jak i poza nim, bo wybija zarazem z prysznica i spływu jak leje się woda. Ale i tak to nie podziała na ludzi. Bo poprzednim razem nie podziałało i kudły, jak były tak są. Po prostu można to wszystko podsumować tym, że rodzice chyba nie potrafią swoich dzieci nauczyć, że włosy po kąpieli to spłukuje się oraz wyciąga i wyrzuca!
Dzisiaj po kolejnym wziętym prysznicu w ohydnym, brudnym i owłosionym brodziku, postanowiłam sobie o tym po marudzić. Mamy to "szczęście", że mieszkamy w segmencie z Erasmusami: Hiszpanami oraz Turkiem. I tak sobie patrząc na nich, na Erasmusów z poprzedniego roku i dwa lata temu, dochodzę do wniosku ze współlokatorami, że oni przyjeżdżają chyba wypuszczeni z dziczy. Czy Francuzi, Hiszpanie, Grecy czy Turcy... zawsze... ale to zawsze bałaganią, imprezują ile wlezie i opijają się naszą wódką. Nasz sąsiad Turek, każdego dnia śmierdzi wódeczką i papierosami. Jak chce się przejść z pokoju do łazienki, a akurat on przechodził, to zatka was z braku powietrza. Zachowują się tak, jakby tu mogli tylko imprezować, pić itd. Gdyby to robili jeszcze kulturalnie, ale czasami przebijają w zachowaniu naszych rodaków. Ale my tu nie o tym;) Nasi sąsiedzi nie dbają o porządek w łazience. Łazienka, dobro wspólne, więc obowiązkiem każdego pokoju w określonym tygodniu jest dbanie o nią. Oczywiście teoria z praktyką mija się. Łazienka po jednym dniu wygląda tak, jakby nie była myta (gdzie wina leży też wśród polskich użytkowniczek, bo też nie dbają:/). Najgorzej wygląda jednak sytuacja z prysznicem, gdzie walają się włosy użytkowników. Ludzie albo nie zbierają ich z brodzika, albo z kafelek przed brodzikiem.. a jak już wyjmują z krateczki spływu, to zamiast je wyrzucić, rzucają obok spływu... przychodzi człowiek się myć, a tam włosów czarnych kupa... czekać tylko jak się okaże, że to jakaś kobitka z horroru japońskiego wyłoni się z nich :D Nic nie dają kartki napisane po polsku i po angielsku z pięknymi, czerwonymi podkreśleniami. Z Polkami jakoś sobie poradziłyśmy, ale do jednego Erasmusa nie dociera kartka. Nie wiem.. może nie umie czytać i stąd problem. Któregoś pięknego dnia chyba, wezmę, zbiorę te włosy, zapukam do pokoju tego Hiszpana i włożę mu do ręki jego wspaniałe kudły z informacją, że coś zgubił. Żeby jeszcze te włosy, które zostawia to były zwykłe z głowy... ale nieeee! To są łoniaki:/ Szlachetne łoniaczki są wszędzie!! W brodziku, na kafelkach (nawet na wysokości twarzy!!). Po prostu obłęd! I nic sobie z tego nie robi. Weźmie prysznic, wytrze się i wyjdzie spod niego. Kartka wisi jak wół tak, że wchodząc od razu rzuca się w oczy. Ale chyba jednak teoria braku umiejętności czytania potwierdzi się co do niego. Właściwie człowiek już nie wie, jak ma do nich dotrzeć. Zostaje chyba osobiste zwrócenie uwagi, ale zanim z moim językiem angielskim coś miałabym powiedzieć, to minie z 5 minut:/ A z drugiej strony w segmencie jest aktualnie osób 8, z tego 5 Polaków, to czemu ja mam akurat zwracać uwagę? Nie rozumiem przede wszystkim jak można wziąć w łapę włosy, wyjąć je i zostawić obok spływu. Jeśli nie brzydziła się ta osoba wyjąć te włosy, to tak samo mogła już je dłużej potrzymać i wywalić do kosza na śmieci. Bo to wyjęcie i tak nic nie da i tak. Jest tylko obrzydliwy efekt. Już mniej rażą te włosy w spływie. Jeszcze dzięki włosom prysznic kolejny raz już nam się zatyka i jutro lub pojutrze będzie groziło nam podtopienie w brodziku, jak i poza nim, bo wybija zarazem z prysznica i spływu jak leje się woda. Ale i tak to nie podziała na ludzi. Bo poprzednim razem nie podziałało i kudły, jak były tak są. Po prostu można to wszystko podsumować tym, że rodzice chyba nie potrafią swoich dzieci nauczyć, że włosy po kąpieli to spłukuje się oraz wyciąga i wyrzuca!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz