piątek, 18 maja 2012

Akademik

Nudząc się, a właściwie nie chcąc się uczyć na zbliżającą się szybkimi krokami sesję, postanowiłam napisać notkę. Zastanawiając się nad tym, o czym napiszę, a pomysłów o dziwo sporo, postanowiłam popisać trochę i ponudzić oooo ... ale najpierw obejrzcie;) 

 

Kiedyś sobie powiedziałam, że nigdy w życiu nie będę mieszkać w akademiku. Jak to w moim przypadku się zdarza, zawsze, ale to zawsze jak mówię, że nigdy to najczęściej to się dzieje :D. No i mieszkam w akademiku. Akademik zawsze kojarzył mi się z wielkim syfem, brudem, uciekającymi po kątach robalami, jedną łazienką na całe piętro, mega wielkimi imprezami i w ogóle jedną wielką masakrą (ogólnie ten filmik świetnie przekazuje moje wyobrażenia;D). Za pewne w naszej Polsce jeszcze takie akademiki istnieją, (jak np akademik UJ, który po interwencji Sanepidu został  dopiero odremontowany na picuś glancuś - oczywiście linka jak na złość teraz nie dam rady znaleźć) ale chyba już są rzadkością?
Moje pierwsze zetknięcie z akademikiem było przed studiami dziennymi, kiedy przyjechałam na noc do chłopaka. Wchodząc przeżyłam szok, bo nigdzie nie zobaczyłam syfu ani karalucha. Wszędzie było ładnie, czysto, jasno - obłęd! Akademik bardzo mi się spodobał. Było cicho i naprawdę wysoki standard. Tak mi się spodobał, że postanowiłam próbować dostać się na tę uczelnię, do której one należą i tak już się męczę w nich trzeci rok, a jeszcze czekają dwa kolejne.
Przeżywając ten trzeci rok, mogę tylko powiedzieć, że nie każdy nadaje się do akademika. Trzeba mieć dużo nerwów do tego, bo wszystko zależy na jakiego człowieka trafisz w pokoju. Chyba też lepiej nie kierować się liczbą osób w pokoju. Na pierwszym roku postanowiłam być w pokoju dwuosobowym, bo doszłam do wniosku, że łatwiej sobie poradzę z jedną laską, niż gdybym miała przeciwko sobie dwie. No i się przejechałam, bo z tą jedną nie dawałam sobie rady:/ Na kolejny rok już poszłam do trójki z koleżanką, gdzie ma to swoje plusy, ale też minusy, bo nie wiemy nigdy jaka ta trzecia się pojawi.
Ale do rzeczy. Jeśli jesteś pedantem i zamieszkasz z brudasem czy bałaganiarzem, nie wyrobisz nerwowo, wiem to z doświadczenia. Jeśli lubisz ciszę i spokój, i trafi Ci się imprezowicz (lub też odwrotnie) też masz przerąbane. Ogólnie jedyną receptą na to, żeby przeżyć w spokoju mieszkanie, to mieć dopasowanych do siebie współlokatorów. Ciężko jest wytłumaczyć imprezowiczowi, że lubisz ciszę i spokój, i nie kręci Ciebie wypicie iluś butelek czegoś tam; lub bałaganiarzowi, że fajnie byłoby chociaż raz na tydzień, a nie wtedy kiedy już worek ze śmieciami dostał własne życie, iść go wyrzucić. Pewnie jest też inaczej, kiedy mieszkają faceci, a kiedy mieszkają razem dziewczyny. Z obserwacji życia mojego chłopaka w akademiku, panowie nie szczypali się, opierniczali i wyzywali wzajemnie ile się dało o coś, co drugiemu nie pasowało. Powiedzieli co chcieli, zrobili, był spokój i normalnie do siebie odzywali. Zastosuj to teraz wśród dziewczyn: "nie powiem, bo się jeszcze obrazi", "nie powiem, bo będzie potem mścić się", " nie powiem, bo mnie obgada"; a jak już powiem, to jest foch! Jeden wielki FOCH, jak stąd do Krakowa, bo śmiałaś zwrócić uwagę. Cytując mojego chłopaka: "Wy baby nie macie jaj!" i zgadzam się, nie mamy:/ Bo my za dużo myślimy, żeby dogodzić innym i tego efekt, że nam żółć podchodzi do gardła na widok drażniących rzeczy, ale słowem się nie odezwiemy i idziemy co najwyżej obgadać współlokatorkę do kogoś.
Mieszkanie w akademiku jednak ma też swój urok. Możesz poznać nowych ludzi, nowe znajomości; jeśli znasz w miarę dobrze język, to możesz go bardziej rozwinąć i poczuć się bardziej międzynarodowo;) A ludzie są różni. Jedni przyjeżdżają do akademika nastawieni na naukę i spokój; a inni na ciągłe imprezowanie i ta druga grupa przeżywa najczęściej ciężki szok, że w naszym akademiku jest tak spokojnie i nie ma wielkich imprez i w ogóle jak tak można?! Przypomina mi się od razu nasza 'chwilowa' współlokatorka (mieszkała aż tydzień z nami - Bogu chwała!), której pierwszym pytaniem do nas, i do innych ludzi, do których potem chciała się przenieść, to jest czy robimy imprezy. Oczywiście wielkie rozczarowanie, że nie. Nie, nie pije się na korytarzach, nie nie ma imprez na korytarzach, tak mamy obchód o północy i robi się spokojnie na korytarzach (wspominałam, że laska lat 25 i dwie inżynierki?)... no i biedna wyprowadziła się od nas, bo nie mogła przeżyć, że my nie imprezowe:D
W pokoju trzeba też niezłomnie ustanawiać jakieś zasady. Przykładowo dyżury sprzątania pokoju czy łazienki, żeby nie wyszło, że tylko Tobie zależy na czystości. Uszanowanie drugiej osoby: uczysz się - to nie zwalę Tobie na głowę moich pięciu koleżanek i będę sobie z nimi 'cicho' gadać, aż pół korytarza będzie słyszeć itd. Ale to wszystko zależy od ludzi. Bo trafi Ci się idiota i nic, ale to nic nie pomoże tylko przeprowadzka, ot tyle!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz