Każdy chyba tak ma lub też miał, że kiedy trzeba pouczyć się lub też zrobić cokolwiek ważnego, ale niefajnego, to czuje przemożną chęć zajęcia się czymkolwiek innym byle nie nauką. A to nagle po iluś miesiącach komuś zachce się sprzątać, myć okna... a w moim przypadku napisać coś na blogu. Ogólnie pomysłu nie mam co napisać, bo ciągłe egzaminy, prace do pisania i zbliżający się wielkimi krokami egzamin licencjacki, na który nic jeszcze nie umiem zabiera mi sen i nerwy; ale sobie coś pobełkoczę;)
Ogólnie to trochę nudno na tym blogu. Pomysłów sama nie mam, a wyszukiwanie ich też nie zachęca, jeśli na blogu ruchu praktycznie nie ma żadnego. Żadnych czytelników, komentarzy. Fakt, faktem z początku miało to być pisanie dla mnie czy dla Szkotlandki. Jednakże miło byłoby od czasu do czasu przeczytać jakąś opinię dzielącą się z nami na jakiś temat. Dobra, na razie nie ma czego komentować, bo nie chce mi się wysilać mózgu do pisania mądrych notek;) Zbieram się pomału do napisania czegoś o facebooku. Bo robię furorę, bo konta na rzeczonym portalu nie posiadam:P więc trochę będzie można o tym popisać;)
Ale dzisiaj może popiszę tak o edukacji. Przeczytałam dzisiaj przerażający dla mnie jako przyszłego pedagoga artykuł, na temat pomysłu pewnego pana zajmującego się oświatą w Bielsku-Białej. Ten rzeczony pan w ramach oszczędności wymyślił, by klasy w szkołach podstawowych oraz w gimnazjach miały NIE MNIEJ niż 28 uczniów, zaś w szkołach ponadpodstawowych NIE MNIEJ niż 29 uczniów. Fajnie... ktoś powie, że kiedyś były większe klasy i ludzie żyli, i świetnie się wykształcili. Ale... no właśnie ale... wtedy był większy rygor, dyscyplina, uczniowie nie byli wychowywani bezstresowo, nauczyciel miał większe prawa (a niedługo dojdzie do tego, że nie będzie mógł podnieść głosu na dzieciaka, bo złamie się jego prawa) i nie daje sobie rady z 25 uczniami, a my tu rozmawiamy o jeszcze większej liczbie osób?! Kolejna sprawa, nauczyciel ma coraz mniejsze szanse na poznanie uczniów, ich problemów itd. Jak ma nauczyciel pomóc indywidualnie uczniowi, zauważyć czy jest utalentowane czy ma specyficzne trudności w uczeniu się, jeśli w kolejce jest kolejne 29, a lekcja trwa tylko 45 minut?
Kolejna propozycja, też mnie rozwaliła na łopatki, gdzie wspaniały pan wymyślił, żeby w małych szkołach, do 200 uczniów specjaliści jak pedagodzy, logopedzi itd. pracowali na pół etatu!! Tak więc drodzy rodzice, Wasze dziecko na pewno będzie miało wspaniałą pomoc psychologiczno-pedagogiczną na terenie szkoły; już zaklepujcie terminy w poradniach. Jeśli przyjmować, że pedagog pracuje 21 godzin, tak więc pół etatu daje 10 godzin (a ja przyznam się, że nie orientuję się czy tak będzie wyglądać pół etatu, bo o tym nie miałam, ale przyjmijmy, że tak. Jeśli popełniłam błąd to proszę o poprawkę:). Na zajęcia terapii pedagogicznej/reedukacji maksymalnie może być piątka dzieci, ale praca w takiej grupie jest ciężka. Najlepiej pracuje się z dwójką lub indywidualnie. Ale dobra, mamy tą piątkę... a więc możemy mieć na całą szkołę jedynie 50 dzieci z problemami!! I teraz decyduj pedagogu, komu się ta pomoc bardziej należy, jeśli dzieci będzie więcej! Jeszcze trzeba brać pod uwagę to, że może to pół etatu to ma być 20 godzin (pani doktor opowiadała nam o pewnej sytuacji na Śląsku, gdzie do sądu poszła sprawa pedagogów szkolnych, którzy byli zmuszeni do pracy 40 godzinnej, pomimo że powinni pracować 21 godzin. I nagle wg sądu wyszło, że nauczyciela - pedagoga terapeuty jakoś ta Karta Nauczyciela nie obejmuje i ma pracować jak normalny pracownik - pomijając fakt, że pod innym aspektem (np. zarobków) powyższy dokument ma obejmować. A więc to wszystko w gestii dyrektora szkoły zależeć będzie czy pedagog ma pracować za określoną stawkę za 21 godzin czy za te same śmieszne pieniądze 40 godzin) to możemy przyjąć do setki.. ale co z tego?
Wracając do wywodów genialnego pana, to wymyślił... to chyba mnie najbardziej rozwaliło, że niezależnie od liczby dzieci w świetlicy szkolnej ma być jeden wychowawca. A więc powodzenia z zajęciem się dajmy 30 dzieci. Ale oczywiście, jak któremuś dziecku coś się stanie to będzie to Twoja wina, drogi nauczycielu, bo nie zadbałeś o dziecko i nie miałeś oczu wokół głowy.
Nauczyciele i rodzice są oburzeni tymi propozycjami i ja też. Ale czego się nie wymyśli byle znaleźć oszczędności. Zamiast obniżyć swoje piękne pensje i zwolnić ileś urzędasów, którzy siedzą na dupie i nic nie robią, to lepiej bić w edukację dzieci oraz w ich możliwość rozwoju. Oczywiście teraz rzecznik prasowy broni się, że to tylko propozycje i szkoły nie muszą do tego dostosowywać się... aha... jasne:/ Chyba nawet nie wiem, jak można skomentować ten artykuł. Zastanawia mnie tylko co robi ten pan w takiej instytucji. Czy w ogóle interesuje się statystykami, tym co się dzieje w szkołach czy on w ogóle posiada jakiekolwiek wykształcenie pedagogiczne?? Bo to, co on zaproponował, to krzyczy jedynie o pieniądze; bo wiedzy nie widać... i tym skończę na dzisiaj.