Człowiek nie wchodził z trzy miesiące na bloga i praktycznie to, co opanowałam w miarę z funkcji i narzędzi bloga, gdzieś w mojej pamięci przepadło i od nowa muszę wszystko kojarzyć, jakbym świeżo założyła bloga... ale ja nie o tym;)
Tytuł mówi sam za siebie o czym będzie notka. I najprawdopodobniej zrobi się z tego niezła telenowela, stąd już dałam numerek do tytułu, żeby później było łatwiej odnajdywać moje skargi. Moi kochani (jak to mówi do nas nasz kolega ze studiów) mam zmieniony akademik. Po trzech latach przerzucono nasz wydział do innego akademika. Powinniśmy się cieszyć, ponieważ jest to świeżo, bo rok temu, odremontowany akademik; ale nie ma się z czego cieszyć. Nie podoba mi się nic. Nie podoba mi się umeblowanie (w naszym akademiku starym też takie było, ale myśmy w pokoju akurat miały inne;), nie podoba mi się łazienka i tak ogólnie nie podoba mi się cały akademik włącznie z obsługą:P Wylądowaliśmy chyba w najbardziej imprezowym akademiku, a dla osób, które nie lubią balować, chlać to jest i będzie ciężka przeprawa:/ A co jest najśmieszniejsze, wydział który tak imprezuje i który tam mieszka wydaje się, że powinien tylko kuć, kuć i kuć a tu dupa! Nie minęły dwa tygodnie, a już mamy ochotę uciec z tego pokoju i przenieść się gdziekolwiek - nawet na korytarz naszego starego akademika. Kierowniczka strasznie surowa - noclegi legalne - pomarz sobie; panie w recepcji kolejne essesmanki. Jak pokazujesz kartę mieszkańca, to z tego okienka recepcji aż wyskoczą, żeby zobaczyć czy aby na pewno to ty - szkoda, że nie ma jeszcze skanowania siatkówki i linii papilarnych... Drzwi. Te cholerne drzwi! Wszędzie są te cholerne (nie wiem jak to się naukowo nazywa) zawiasy, sprężyny(?) które powodują, że drzwi się ciężko otwiera i od razu zamykają za Tobą. Można byłoby to przeżyć, gdyby nie to, że teraz zapierdzielaj z garnkiem i żarciem piętro niżej! Bo szanowna kierowniczka musiała zamknąć Tobie kuchnię (jeszcze ponad tydzień temu, na cztery piętra działała tylko jedna - na pierwszym!!) i teraz idź na to pierwsze piętro! Powodzenia! Otworzyć będziesz musiał sobie drogi czytelniku jedynie trzy albo cztery drzwi! Oczywiście trzymając przy tym garnek lub lepiej patelnię z nagrzanym olejem i resztą zawartości. Na pytanie zadane pod koniec września, czemu kuchnia zamknięta, dostałyśmy odpowiedź, że będzie tak raczej tylko do tygodnia, a zamknięta, bo blacik się uszkodził. No kurwa! Całą kuchnię zamykać przez jeden blat?! My dwa lata gotowałyśmy w kuchni, gdzie był uszkodzony piekarnik plus przez dwa miesiące nie działała jedna płyta i nikt od tego nie umarł. Nie daruję tej kuchni i prędzej czy później, a może to się stać w przeciągu tygodnia, mam zamiar znowu się przejść i spytać o kuchnię... i jak odpowiedź mnie nie usatysfakcjonuje to pójdę na skargę do wyższej instancji. A co tam! Za coś płacę! Nie płacę za to, żeby latać po piętrach z żarciem. A jak komuś zrobię krzywdę lub sobie? To kto będzie za to odpowiadać? Bo chyba nie ja. I przez tą kuchnię z tymi głupimi drzwiami, odechciało mi się gotować. Jeśli już coś gotuję, to wtedy kiedy mój chłopak mi pomaga, bo tak to dania jednogarnkowe i mało skomplikowane tworzę.
Ludzie... ludzie tu są przeokropni i jacyś tacy zimni, jak to określiła jedna z naszych koleżanek, która też tu wylądowała. Więc to nie tylko moje i mojej współlokatorki zdanie, że coś jest nie tak. Gapią się na Ciebie jak małpkę w zoo. Do tego wchodzisz do kuchni, powiesz "cześć"... cisza i słyszysz tylko cykanie świerszczy, spojrzą jak na wariata i tyle. Więc nie mówię, bo po co? No i te imprezy... Jezus Maria... koszmar. Jak w naszym starym akademiku praktycznie w ogóle nie zamykałyśmy się wieczorem, to teraz często to się dzieje... a przypomnę, jesteśmy tam drugi tydzień. Właściwie to co się stało przez dwa tygodnie, to przez trzy lata w poprzednim akademiku nie stało się:/ Pierwszy tydzień: jestem sama w pokoju i włazi nagle trójka pijanych nieźle kolesi z butelkami w garści. Rozmowa:
Koleś nr 1:"ablublublu (tj niezrozumiały bełkot)",
Ja: "Co?"
K1: "Inżynieria ekologiczna?"
Ja: "Eee nie."
K2: "To co studiujesz?"
tu mogłam już w ogóle tematu nie ciągnąć...
Ja: "Pedagogikę"
K2: "Oooo, ja też jestem z pedagogiki" (tia jasne...) "Chodź, napić się z nami piwka"
Ja: "Nie dzięki"
K2: "No chodź bla bla bla..."
Ja: " Proszę was, wyjdźcie z pokoju!"
Na szczęście posłuchali i z pomrukiem wyszli.. ale co jeśliby nie posłuchali?
Ponownie pierwszy tydzień: już prawie późny wieczór i wypadałoby pójść wykąpać się, bo jutro zajęcia wcześnie; ale słychać, że po drugiej stronie łazienki w męskim pokoju impreza na całego. A ostrzeżona kiedyś historią mojego mężczyzny o tym, że dziewczynie jego kolegi wparowali pod prysznic (na szczęście już ubranej) ryzykować nie chciałam. Doszłyśmy do wniosku, że będziemy siebie wzajemnie pilnować, ale kąpanie też będzie w ratach. Pierwsze podejście szybko skończyło się przez pijanego kolesia bełkotem zagadującego moją współlokatorkę, kiedy mnie pilnowała... następnie poszłam myć głowę (na szczęście ubrana)... skończyłam już myć, wypłukuję wodą włosy z brodzika i słyszę, jak ktoś ręką próbuje odsunąć zasłonkę. Szarpnęłam szybko i odsłoniłam, a przede mną stał zdziwiony i zapijaczony koleś. Żałuję okropnie, aż się wyrazić nie da, że nie walnęłam go w twarz. Wiecie co mnie chyba zatrzymało? To, że nie dam mu w ryj dosyć mocno lub nie trafię:/ Bo chciałabym, żeby zapamiętał sobie to na lata... Tak więc jedyne co, to się spytałam ostrym głosem czy chce dostać w twarz? W ogóle też dla mnie niezrozumiałe, że wtedy powiedziałam tak kulturalnie, że w twarz?! Czemu nie w ryj? W mordę?! Zszokowany zaczął się wycofywać do kolesia, który się śmiał. Odchodził, a ja się wydarłam: "Co kurwa, myślałeś, że sobie popatrzysz na gołą dupę, a tu zonk?!" Nic się nie odezwał tylko się śmiali. Wyczyściłam do końca prysznic, poszłam zdjąć ręcznik z włosów, związałam je i poszłam na dół do recepcji. Nie ma bata, nie dam idiotom być bez kary. Mówię recepcjonistce co i jak, niecałe pięć minut później jest w ich pokoju iii: "karty mieszkańca poproszę". I nic mi to nie dało... koleś tamten musiał uciec, więc winny się nie odnalazł (to był dochodny kolega sąsiada), a szlachetna pani powiedziała mi, że nie zapisze tego w zeszycie skarg, bo nikomu się nic nie stało... no jasne przecież:/ Od tego momentu mam uraz do prysznica. Moja kąpiel jest ekspresowa i tylko patrzę czy nikt mi łap nie wsadza, czy drążek z zasłonką nie spada (kolejny powód do mojej nerwicy) i czy ktoś z tamtej strony nie włazi do łazienki. Masakra. Już zapowiedziałam mojemu chłopakowi, że w weekendy jak będę sama w pokoju, a będą imprezy, to ma mnie pilnować, bo inaczej będę chodzić spać brudna;/
Współlokatorka... mamy jakieś to szczęście, że mamy wolny pokój. Oczywiście tak pięknie nie było i przez moment miałyśmy współlokatorkę - anorektyczkę. Mówiłyśmy tak o niej złośliwie, ale nie zdziwiłabym się, jak coś byłoby na rzeczy. Laska chuda jak patyk, w lodówce sycące powietrze i profil z opisem "o mnie" na mordoksiążce, że nic nie smakuje lepiej jak bycie chudym i kupa zdjęć jej wklęsłego brzuchola, że jaka to ona gruba. Od początku była jakaś dziwna. Rozmawiać z nami nie rozmawiała, gdzie najczęściej od razu od drzwi zaczyna się gadka jak się nazywasz, skąd jesteś, co studiujesz bla bla bla. Nic z tych rzeczy. Właściwie ona miała nas za powietrze i my ją w pewnym momencie też, bo na siłę nic nie będziemy robić. Wchodząc i wychodząc żadne "cześć", kiedy będę czy pocałujcie mnie w dupę. A rozpieszczone toto, że głowa mała. Przyjechali jej rodzice w weekend z rzeczami. Tryb rozkazujący wobec nich, mamusia swoją 19-letnią córkę rozpakowywała, bo przecież nie może się przemęczać. Ręce nam opadały jak słyszeliśmy, jak się do nich odzywała. Pięć dni po jej wprowadzeniu się do nas - wyniosła się:D Musiałyśmy być wg niej przeokropne... i takieeeee grube za pewne w jej oczach:D Brakować nam jej nie będzie:P Dzięki temu mamy wolny pokój raczej do listopada:)
Mijają dwa tygodnie i mam dość, naprawdę mam dość... nie dość, że studia, ale przede wszystkim akademik powoduje, że czuję się jakbym spędziła tutaj już z parę miesięcy. A to dopiero dwa tygodnie... mam cichą nadzieję, że w tym akademiku już się nic nie stanie i kolejnych części pisać nie będę musiała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz